Stan polskiego górnictwa węglowego jest dramatyczny. W roku 2024 wydobyto w 17 naszych kopalniach węgla kamiennego 44 miliony ton węgla. Warto zauważyć, że w ciągu ostatnich 14 lat wydobycie zmalało o prawie 42%. W tym samym okresie zatrudnienie zmalało o 37,5% do poziomu 72 tysięcy na koniec 2024 roku.
Szukając odpowiedzi na pytanie skąd dzisiejszy poziom zadłużenia przekraczający 14,7 miliona złotych, czyli równowartość prawie połowy przychodów ze sprzedaży węgla, które wyniosły niecałe 37 milionów złotych, warto wiedzieć, że tylko w roku 2024 koszt wydobycia węgla wyniósł 31,4 milionów, ale już w powyżej przytoczonej perspektywie ostatnich 14 lat jest to wzrost o 32%!, co tworzy szerszą perspektywę odpowiedzialności za stan górnictwa sięgającą okresu rządzenia obu obozów władzy politycznej, czyli PO-PSL, a zwłaszcza PiS.
Zatem pytanie, co ma na to wpływ. A więc suche fakty:
- tylko w roku 2024 rynkowa cena węgla energetycznego obniżyła się o 30,2%,
- w tym samym okresie cena węgla koksowego obniżyła się o 22,4%,
- import węgla w roku 2024, pomimo wolumenu 4 mln ton, z czego 3,1 mln ton to węgiel koksowy, też nie mógł stanowić źródła rosnących przychodów za sprawą spadających cen na rynkach światowych oraz silnego złotego w stosunku do wartości Euro, co zmniejsza efektywność eksportu,
- poważnym problemem polskich kopalń jest poziom sprzedaży na rynku polskim, co widać dotkliwie po stanie zapasów węgla niesprzedanego w wielkości 5,3 mln ton na koniec 2024 roku,
- wysoki stan zapasów węgla w kopalniach jest m.in. skutkiem nadal wysokiego, chociaż malejącego, poziomu importu węgla do Polski, który tylko w roku 2024 przekroczył 8,1 mln ton, w tym ponad 6,2 mln ton węgla energetycznego dominującego w tym samym czasie na zwałach polskich kopalń, które go nie potrafiły sprzedać mimo znaczących obniżek cen,
- namacalnym i najbardziej czytelnym powodem dramatu zapaści naszego górnictwa jest stały od 30 lat spadek wydobycia z jednej ściany wydobywczej do poziomu 2574 ton, a zwłaszcza kompromitująca wydajność 620 ton na pracownika “osiągnięta” w roku 2024.
Wszystkie te powyższe parametry można by mniej lub bardziej udolnie tłumaczyć głębokością zalegania wydobywanych pokładów, wzrostem metanowości, liczbą pożarów, rosnącymi skłonnościami złóż do tąpań - gdyby nie to, że takie przyczyny są do rozwiązywania poprzez kompetencje techniczne, które w polskim górnictwie kończą się na poziomie dyrektora kopalni i urzędów górniczych. Wyżej to kryterium nie ma żadnego zastosowania.
Zdecydowanie poza racjonalną oceną jest relacja pomiędzy wydobyciem węgla, wydajnością, produktywnością a wielkością funduszu wynagrodzeń - bowiem znaczące jest to, że wszystkie te parametry maleją, oczywiście poza ostatnim, ale tego nikt nie zmieni, i nawet nie powinien dla świętego spokoju! I można by uznać tą ostatnią zależność jako “wewnętrzną” górnictwa, gdyby nie fakt, że pomoc publiczna pochodząca z budżetu państwa w roku 2024 osiągnęła poziom prawie 9 miliardów złotych, czego Komisja Europejska nie zaakceptowała, społeczeństwo polskie nie pojmuje, ja też nie, zaś Minister Finansów chyba nie kontroluje, a pilnie powinien, chociażby w interesie własnym i kierownictw naszych kopalń.
Ten stan nie jest stanem bez wyjścia, ale jak widać nikt nie chce słuchać pomysłów co z tym zrobić, licząc na to, że zapaść ekonomiczno-techniczna naszego górnictwa przyspieszy, tak “upragnioną” przez elity polityczne niemal wszystkich partii likwidację polskiego górnictwa! “I będzie nareszcie spokój z tymi górnikami”.
Na tym tle warto odnotować dwa jakże odmienne scenariusze kreowania przyszłości spółek węglowych. Jeden ze scenariuszy, to ten kreowany zgodnie ze sztuką górniczą proces realnej i sensownej restrukturyzacji kopalń w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, czego przykładami są takie poczynania jak wentylacyjne połączenie Kopalni “Budryk” i “Knurów-Szczygłowice”, starania o przedłużenie koncesji wydobywczej nr 7/2009 dotyczącej złoża “Borynia”, czy racjonalna decyzja w sprawie potencjalnego procesu koncesyjnego na wydobycie złoża “Żory-Warszowice”.
Drugi scenariusz to ten, który zakłada, że spółkę wydobywczą można przekształcać w zakład produkcji zbrojeniowej. Dużo racjonalniej byłoby pozostawić tą rolę specjalistycznym firmom, jak chociażby bezczynny, błagający o zlecenia i pieniądze “Bumar-Łabędy”. Zaś górnictwo może do tego zadania, jeżeli w ogóle jest taka potrzeba, oddelegować liczne, zwłaszcza prywatne, firmy tzw. zaplecza górniczego doświadczone w produkcji maszyn i urządzeń. Spółkom węglowym radziłbym aby nie szły w tym kierunku, przede wszystkim ze względu na wysokie koszty takiej przemiany technologicznej. Należę bowiem do takiego pokolenia górników, którzy pamiętają kopalnie w których hodowano pod ziemią pieczarki, na powierzchni kwiatki, a w warsztatach nawet jachty. I wiem jak to się skończyło. Nie idźmy tą drogą, bowiem nie wytrzyma tego ekonomia doprowadzając do wcześniejszej likwidacji kopalń, co pozbawi je zdolności do wykonywania ich podstawowej roli jaką jest zabezpieczenie potrzeb surowcowych i energetycznych kraju - bo to jest nasze zadanie i wkład w obronność i bezpieczeństwo Polski - ale kto to rozumie?