PROGRAMAMI SIĘ NIE OGRZEJEMY.

Jerzy Markowski

 
MOIM ZDANIEM
 
Ktoś kiedyś powiedział, że “papier jest cierpliwy”. Rzeczywiście, na papierze pojawiają się w formie projektów programów różne informacje, a zwłaszcza cele. Wspólną cechą tych celów jest ich drastyczna rozbieżność z realiami. Oczywiście, aby uzasadnić realność abstrakcyjnych celów, ich autorzy, wykorzystując zwłaszcza media, posługują się statystyką, interpretując ją w taki sposób, any potwierdziła ich tezy. Ulubionym przykładem manipulacji statystyką, są dane dotyczące wykorzystania źródeł energii w Polsce. Pamiętamy doniesienia medialne z lipca i sierpnia, kiedy media i uczeni manipulatorzy odtrąbili śmierć energetyki opartej na paliwach kopalnych, czyli węglu kamiennym, węglu brunatnym i gazie, bowiem w tych najbardziej letnich miesiącach, kiedy do tego nieźle wiało, bilans produkcji energii elektrycznej wykazywał, że z paliw kopalnych wyprodukowano “tylko” 49 procent energii, a z odnawialnych źródeł energii “aż” 51 procent. To miał być dowód na bezużyteczność energetyki konwencjonalnej.
Teraz, kiedy znamy już wstępne liczby bilansu energetycznego za rok ubiegły, okazuje się, że w skali całego roku, a nie tylko dwóch letnich miesięcy w ubiegłym roku, z elektrowni opalanych węglem kamiennym ze Śląska, z “Bogdanki” i z importu wyprodukowano ponad 41 procent krajowej produkcji energii. Do tego kolejne 20 procent pochodziło z elektrowni opalanej węglem brunatnym z Bełchatowa i Turowa, czyli z wydobycia krajowego. Zatem, w sumie z węgli pochodziło ponad 61 procent energii elektrycznej wyprodukowanej w Polsce. Do tego, w grupie paliw kopalnych dopisać trzeba 11 procent energii wyprodukowanej z paliw gazowych, zresztą prawie w 80 procentach pochodzących z importu. Reszta bilansu to około 14 procent produkcji z farm wiatrowych oraz 11 procent z farm fotowoltaicznych, co uzupełnione o hydroenergetykę, dało pełne 27 procent krajowej produkcji. Łącznie, krajowe zużycie energii elektrycznej było na niemal stabilnym poziomie od lat, czyli dokładnie 167,5 TWh, z czego jedna terawatogodzina pochodziła z importu.
Zatem, jak należy czytać tę statystykę niie kierując się domniemanymi programami, ale realiami dostępu do surowców energetycznych w Polsce. Rzeczywistość zaczyna dawać sygnały czytelne od lat, bowiem już w roku bieżącym nie otrzymamy energii z elektrowni opalanej węglem brunatnym w Koninie, bo wyczerpało się złoże węgla brunatnego. Oczywiście są inne, ale nieudostępnione, mimo, że dokładnie zbadane i udokumentowane. Podobnie, o prawie połowę zmniejszy się podaż energii z Elektrowni Bełchatów, która dostarcza do krajowego systemu nawet 22 procent energii. Powód czytelny, bowiem zakończono wydobycie w jednej z dwóch czynnych odkrywek. Oczywiście zasoby węgla brunatnego w rejonie Bełchatowa są większe nawet o 200 milionów ton, ale ich eksploatacja nie jest planowana, a eksploatacja złoża Złoczew została całkowicie zaniechana, co skutkuje tym, że za 10 lat zakończy się produkcja energii elektrycznej w rejonie Bełchatowa. Do tego jeszcze znacznie zmniejszy się podaż węgla kamiennego z polskich kopalni, co podniesie i tak już, moim zdaniem, zbyt ryzykowny 30-procentowy udział węgla importowanego w bilansie energetycznym kraju. Jak politycy wpiszą to w domniemaną strategię budowy bezpieczeństwa energetycznego kraju i wzmocnienie suwerenności gospodarczej Polski, oczywiście nie wiemy, zwłaszcza wobec faktu, że krajowy system przesyłu energii nie “przełknie” więcej niż 30 procent energii z OZE w skali roku, zaś oczekiwana elektrownia jądrowa da pierwszą energię za co najmniej 20 lat, oczywiście jeżeli znajdziemy pełne finansowanie dla tej wymagającej 200 miliardów złotych inwestycji. Nawet jeżeli ten ambitny scenariusz budowy elektrowni jądrowej się zrealizuje, to nie będzie to wielkość mocy zainstalowanej jaka potrzebujemy, zwłaszcza wobec wyłączenia w 2036 roku “Bełchatowa” oraz w 2044 roku “Turowa”. A warto zauważyć, że realia zimy w roku 2026 skutkują rekordem zapotrzebowania na moc na poziomie większym od 30 tysięcy MW w styczniu wobec 24 tysięcy MW latem. Zatem jest o czym myśleć, ale przede wszystkim trzeba to realnie zaplanować. I z tym mamy problem, bo jesteśmy jedynym w Unii Europejskiej krajem bez aktualnej zatwierdzonej przez rząd polityki energetycznej państwa. Dywagacje na temat polityki energetycznej oparte są na mitach i domniemaniach oraz na opiniach “wybitnych” naukowców, którzy ostatnio opublikowali “genialną” doktrynę, że, cytuję: “największa od 15 lat skala mrozu i opadów śniegu jest najlepszym dowodem na radykalne ocieplanie się klimatu”, koniec cytatu. Zatem, albo zmienimy doktrynę, albo zmienimy naukowców, chociaż na niewiele się to zda, bowiem politycy wiedzą zawsze lepiej - nawet wtedy, kiedy nic nie wiedzą.