Gierlotka Stefan związane z wypadkami w karwieńskich kopalniach
Karwiński Okręg Przemysłowy w drugiej połowie XIX wieku stał się jednym z największych centrów produkcyjnych na terenie Austro-Węgier. Węglonośne warstwy tego regionu pochodzą z geologicznego okresu karbonu. Dostępnych do eksploatacji jest kilkadziesiąt pokładów węgla kamiennego o dużej miąższości. Proces industrializacji okręgu karwińskiego rozpoczął później niż na pruskim Górnym Śląsku.
W 1828 otwarto Hutę im. Rudolfa w Witkowicach, co zwiększyło zapotrzebowanie na węgiel. Rozpoczęto eksploatację najpierw płytko zalegających pokładów, a następnie przystąpiono do kopalnictwa głębinowego. W 1852 roku powstała głębinowa kopalnia Důl Gabriela w Karwinie i otrzymała nazwę na cześć hrabiny Gabrieli Žerotínovej. Jeszcze przed końcem XIX wieku w karwieńsko-ostrawskim okręgu powstało kilka nowych kopalń i nastąpił znaczny wzrost wydobycia węgla. Eksploatowane pokłady węgla zaliczanego do koksującego charakteryzowały się dużą metanowością złożową. Prowadzone roboty górnicze zwłaszcza z użyciem materiałów wybuchowych, stwarzały zagrożenie wybuchami gazów i pożarami. Dochodziło do licznych wypadków i katastrof górniczych. W zagłębiu karwińskim od lat pięćdziesiątych XIX wieku do 1894 roku zarejestrowano ponad 20 katastrof, a życie straciło w nich niemal 500 osób. W 1885 roku na szybie Jana w Karwinie na skutek wybuchu metanu zginęło ponad 100 górników.
W 1891 roku, w Karwinie na Śląsku Cieszyńskim urodził się Gustaw Morcinek. Gdy miał trzy lata, 14 czerwca 1894 roku w kopalni Franciszek w Karwinie doszło do wybuchu metanu. W wyniku wybuchu metanu śmierć poniosło 235 górników. Katastrofa ta stała się ogromną tragedią dla rodzin ofiar oraz całej społeczności Karwiny. O jej skali świadczy fakt, że na miejsce przybył właściciel tych ziem, arcyksiążę Fryderyk Habsburg, który odwiedził kopalnię, spotkał się z poszkodowanymi i osobiście podziękował osobom niosącym pomoc górnikom.
Gustaw Morcinek jako trzyletnie dziecko nie mógł zapamiętać szczegółów wydarzeń, odtworzył je jednak wiernie na podstawie wspomnień swoich bliskich i dorosłych świadków tragedii, w których pamięci tego wydarzenia zapisała się na zawsze. Opis tego jednego z najtragiczniejszych dni w dziejach Śląska Cieszyńskiego utrwalił Gustaw Morcinek na kartach powieści „Czarna Julka”.
„W ciepłą, czerwcową noc roku 1894, a dnia czternastego, we czwartek, przed godziną dziesiątą, nastąpił pierwszy wybuch. Zatrzęsła się ziemia, zakolebały się familoki, a z studni szybowej na „Franciszce” wystrzelił pod niebo ogromny, czarny, ciężki słup dymu, potem drugi z obok znajdującego się szybu wentylacyjnego. A potem już dym jął walić ze wszystkich studni szybowych, z „Jana”, „Henryka”, „Karola” i „Głębokiego”, i ze wszystkich szybów wentylacyjnych! Widzieliśmy, jak wybuch wyrzucił ogromne, stalowe kopuły nakrywające wyloty szybów wentylacyjnych! Wszystko widzieliśmy i słyszeliśmy! Krzyczących ludzi, co wybiegali z domów i spieszyli na szyby, płaczące matki i żony tych górników, którzy znajdowali się na dole, dzieci biegnące za matkami i wołające: „Tatulek na dole! Tatulek na dole!...”
„Potem nastąpił jeszcze jeden wybuch. Taka ogromna eksplozja. Ziemia zadygotała. Wszystkie szyby zadymiły strasznie, pod niebo wzbiły się wielkie słupy zbałwanionego dymu, dym zaś był czarny jak noc”.
Oprócz tych, których eksplozja zaskoczyła na dole, byli wśród nich także ratownicy, którzy po pierwszym wybuchu zjechali pod ziemię, aby udzielić pomocy uwięzionym tam górnikom. Tam zaskoczyła ich druga eksplozja, w wyniku której śmierć poniosło kilkudziesięciu ratowników.
Aby zagasić pożar w podziemiu kopalni odcięto dopływ tlenu do wyrobisk przez zamkniecie otworów szybowych. Wloty szybowe pokryto deskami, na które narzucono grubą warstwę piasku i gliny. Górnicy, którzy byli wtedy na dole w kopalni, pozostali pod ziemią… Dopiero w listopadzie, po pięciu miesiącach, kiedy pożar został dogaszony, zdołano dotrzeć do 235 poległych górników. Górników, których ciała po wybuchu zdołano wydobyć z kopalni zimą 1894 roku, pochowano na cmentarzu katolickim w Karwinie.
Bezpośredniej przyczyny katastrofy nie zdołano ustalić. Wydobycie węgla w kopalni po tej tragedii wznowiono wiosną 1895 roku.
W celu upamiętnienia ofiar wypadku w 1895 roku właściciel kopalni, hrabia Heinrich Larisch-Mönnich (1850-1918), ufundował w Karwinie pomnik. Składał się on z tablicy, na której w językach niemieckim i polskim wyryto nazwiska ofiar katastrofy, oraz wznoszącego się nad nią sześciometrowego metalowego krzyża z postacią Chrystusa.
Dzisiaj na opustoszałym terenie po górniczym mieście w dzielnicy Karviny Doły wznosi się jedynie kościół św. Piotra z Alcantary i cmentarz, a na nim pomniki ofiar katastrofy z 14 czerwca 1894 r. Budowla kościoła św. Piotra z Alcantary skutkiem szkód górniczych przechyliła się o 6,8 stopnia i obecnie nazywana jest krzywym kościołem.
Gustaw Morcinek urodził się w Karwinie i już jako szesnastolatek rozpoczął pracę w tamtejszej kopalni. Dzięki temu doskonale poznał realia życia śląskich robotników, ich codzienne trudności oraz niebezpieczeństwa związane z pracą pod ziemią. Doświadczenia z Karwiny i pracy w kopalni stały się podstawowym tematem jego utworów. Morcinek przedstawiał świat górników realistycznie, pokazując zarówno ciężką pracę, biedę i wyzysk, jak i przywiązanie do tradycji oraz silne więzi społeczne. W swej twórczości pokazywał również życie śląskich kobiet związanych z zawodem górnika. Zycie tych kobiet było twarde i przeplatane tragicznymi wydarzeniami pociągającymi za sobą tragiczną śmierć ich mężów i synów. W tych trudnych chwilach nie oddawały się głośnej rozpaczy, lecz milcząco i z zaciśniętymi zębami tłumiły cisnące się łzy do oczu.
Górnictwo w twórczości Morcinka stanowiło symbol śląskiej tożsamości i szacunek do ludzi pracy. Wpływ Karwiny i środowiska górniczego widoczny jest szczególnie w takich utworach jak: Wyrąbany chodnik, Łysek z pokładu Idy, Pokład Joanny, Górniczy zakon. Dzięki Morcinkowi jego literatura o górnikach stała się ważną częścią literatury regionalnej.

