ZAMIAST PREZYDENCKIEGO

Jerzy Markowski

 MOIM ZDANIEM
 
 REFERENDUM - MERYTORYCZNE STANOWISKO FACHOWCÓW.
Z uporem maniaka, tysiące razy w każdej możliwej formie, i wywiadu, i tekstu, i wykładu, i zwyczajnej rozmowy, od lat próbuję uruchomić wyobraźnię władzy, każdej władzy, mediów i społeczeństwa, dla znaczenia polityki energetycznej państwa. Kiedy odpowiadałem w dwóch kolejnych rządach w latach 1995-1997 za politykę energetyczną kraju, sytuacja odziedziczona po PRL była absolutnie odmienna. Wszystkich elementów składających się na dostatek energetyczny było w Polsce z nadmiarem. Energii elektrycznej, wówczas produkowanej z węgli kamiennego i brunatnego, produkowaliśmy przeciętnie o 35 procent więcej niż wynosiło, nadal wynosi, krajowe zapotrzebowanie na energię elektryczną, czyli około 170 Terawatogodzin (TWh). Węgla kamiennego wydobywaliśmy o około 70 milionów ton rocznie za dużo jak na nasze potrzeby energetyczne. Wielkość wydobycia węgla brunatnego była optymalna dla ekonomii trzech ówczesnych zagłębi węgla brunatnego. Dziś wszystkiego jest i będzie coraz bardziej, o wiele za mało. 
W świecie jest podobnie. Nawet Chiny, mimo iż wydobywają go 4,8 miliarda ton rocznie, importują węgiel. I tylko niewiele państw, w tym USA i Rosja, są bezpiecznie zbilansowane w zakresie zdolności do produkcji energii elektrycznej, jak i wydobycia kopalnych surowców energetycznych.
W świecie toczą się wojny o energię i surowce energetyczne, a w Polsce toczy się walka z dostępnymi, bo własnymi, zasobami surowców energetycznych, a w dostępie do energii robimy co możemy, żeby uzależnić się od pogody, a nie od własnych zdolności technicznych. Podobnie, aczkolwiek w różny sposób, jest w pozostałych państwach Unii Europejskiej. Stąd wiedziona abstrakcyjnymi wizjami celów klimatycznych osiąganych metodami fiskalnymi, a nie technicznymi i technologicznymi, co jest w zasięgu ręki, UE lansuje Zielony Ład. Od 20 lat wszystkie kolejne rządy w Polsce realizują politykę polegającą na dostosowaniu własnego postępowania do doktryny Zielonego Ładu. W tym stanie rzeczy, Pan Prezydent Karol Nawrocki, inspirowany podpowiedziami swojego politycznego otoczenia, postanowił oddać sprawy polityki energetycznej Polski w ręce narodu poprzez powszechne referendum. To brzmi dumnie, ale jest zwyczajne naiwne. Oczywiście, jeżeli takowe referendum się odbędzie, to większość, w tym ja, będzie za odrzuceniem przez Polskę założeń Zielonego Ładu. Mam jednak wątpliwość, czy głosujący będą wiedzieli przeciw czemu głosują, a już zupełnie nie będą wiedzieli jaką drogę po referendum obierze Polska. Jak na razie, to zarówno 362-stronnicowy dokument opracowany w Ministerstwie Klimatu i Środowiska pod tytułem “Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu” idzie dalej niż unijny Zielony Ład, a nieistniejąca Polityka Energetyczna Państwa, za której redakcję odpowiada Minister Energii, znana jest tylko ze sprzecznych ze sobą wywiadów ministrów, ale poza tym, jak przysłowiowy Yeti, nikt jej nie widział, mimo że do końca kadencji tego rządu pozostaje już tylko kilkanaście miesięcy - czyli nie będzie jej wcale. 
Zatem, jeżeli Pan Prezydent w proponowanym przez siebie po raz drugi referendum, zada postawione już publicznie pytaniem, cytuję: “Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”, uzyska tylko kolejny oręż dla konfrontacji z rządem Premiera Tuska, ale nie uzyska żadnego wskazania dla dalszego postępowania, przynajmniej do czasu powołania kolejnego rządu, lub przynajmniej zmiany polityki tego rządu, a właściwie dwóch resortów w rządzie obecnym. Jakże spokojniej, bardziej merytorycznie i napewno dużo bardziej kompetentnie, a co również ważne, bezpieczniej dla Prezydenta, byłoby oparcie się, nie na werbalnej woli tłumu, ale spersonalizowanej wiedzy i odpowiedzialności osób stanowiących Radę Bezpieczeństwa Energetycznego Kraju. Od 12 lat bezskutecznie proponuję, najpierw Prezydentowi Dudzie - osobiście, a Prezydentowi Nawrockiemu poprzez wypowiedzi publiczne, powołanie takiego organu złożonego z ludzi odpowiedzialnych za swoje słowa, w fundamentalnej dla Polski sprawie. Oczywiście nie wierzę, że tak się stanie, zatem proponuję przynajmniej zmianę pytań referendalnych. Pytanie pierwsze, “czy jest Pani/Pan za oparciem dostatku energetycznego kraju wyłącznie na surowcach energetycznych z importu?”, pytanie drugie, “czy jest Pani/Pan za ustabilizowaniem zdolności do wytworzenia energii elektrycznej na poziomie przewidywanych potrzeb energetycznych kraju?”, pytanie trzecie, “czy jest Pani/Pan za obciążeniem kosztów wytwarzania energii elektrycznej kosztami redukcji emisji gazów szkodliwych dla atmosfery?” Tak postawione pytania dawały by rządzącym, czyli zwłaszcza rządowi który w każdej sytuacji odpowiada za politykę energetyczną państwa, nie tylko odpowiedzi na pytanie “czego nie robić”, ale również odpowiedź “co robić”. Trudno o bezpieczniejszą politycznie formułę.
Jeżeli ten wywód nie przekonał do potrzeby weryfikacji polskiej polityki surowcowo-energetycznej, to pozostaje mi sięgnąć po realne przykłady z toczących się współcześnie wojen, a zatem:
- Pierwszym celem militarnym Rosji w Ukrainie jest Donbas, czyli zagłębie surowcowe, a zwłaszcza energetyczne Ukrainy
- Celem ataków militarnych Ukrainy na terytorium Rosji są obiekty infrastruktury wytwarzania energii elektrycznej i produkcji surowców energetycznych
- Celem ataków militarnych USA na terytorium Iranu są obiekty energetyczne,
- Doktrynalnym narzędziem oddziaływania przez rząd Iranu na sytuację energetyczną, a zwłaszcza surowcową świata, jest Cieśnina Ormuz, którą przepływa, ale teraz nie przepływa, ponad 20 procent światowej podaży ropy i gazu. 
Konkluzja jest oczywista, więc zamiast sarkastycznej puenty, oczywista obserwacja - my w Polsce osiągamy te cele bez udziału agresora!